Nie mogła doczekać chwili zwiastowania babce dobrej nowiny, zwłaszcza że istotnie dawno już u niej nie była.

— Ależ, Heidi! — zauważył dziadek. — Mając gości, nie można uciekać z domu.

Ale babunia poparła ją:

— Może ma słuszność! Biedna babka źle wyszła na naszych odwiedzinach. Chciałabym pójść do niej razem z Heidi. Tam zaczekam na mego konia, potem zaś udamy się do osiedla nadać telegram. Cóż ty na to, mój synu?

Pan Sesemann nie zdążył dotąd sformułować swych planów podróży, poprosił więc o chwilę cierpliwości.

Chciał początkowo odbyć z matką podróż po Szwajcarii, spróbowawszy wpierw, czy Klara będzie mogła im krótko bodaj towarzyszyć. Teraz jednak miał przed sobą wspaniałą podróż z obiema. Proponował, by przenocować w osiedlu, zabrać nazajutrz Klarę z hali, pojechać z nią i babunią do Ragaz, potem zaś dalej.

Klarę zmartwiło trochę to nagłe opuszczenie hali, ale tyle było w niej i wokół niej radości, że na smutek nie starczyło czasu.

Babunia wstała, ujęła Heidi za rękę i miała już iść, gdy nagle obróciła się, pytając z niepokojem:

— A cóż zrobimy z Klarą? Tak daleko chyba nie zajdzie?

Dziadek wziął zaraz bez słowa swą wychowankę na ręce i poszedł za babunią. Pochód zamykał pan Sesemann i tak zstępowali z góry.