— Drogi przyjacielu! — powiedział niedawno doktor, stojąc wraz z dziadkiem na murach. — Powinieneś mnie rozumieć. Podzielam całe pańskie przywiązanie do Heidi, jakbym był jej po panu najbliższy. Toteż chcę także podzielać obowiązki i dbać o nią. Roszczę sobie prawo do jej opieki na starość, ale przyznaję jej także pełne prawa dziecka. Nie troszcz się pan zatem jej losem na wypadek, gdybyśmy mieli kiedyś porzucić ten świat.
Dziadek długo potrząsał ręką zacnego doktora, nie mówiąc słowa, ale doktor widział w jego oczach wielkie wzruszenie.
Tymczasem Heidi i Pietrek byli u babki. Heidi miała tyle do opowiadania, a Pietrek do słuchania, że oboje cisnęli się zadyszani do staruszki. Dużo rzeczy zaszło w ciągu lata, a bardzo mało stykali się ze sobą.
Wszyscy troje promienieli radością z powodu tych wszystkich spraw i nadziei ponownego współżycia razem z sobą. Najweselsza jednak była chyba Brygida, gdyż dziś dopiero, dzięki Heidi, zrozumiała wyraźnie, jak się ma ta sprawa dożywotniej dziesiątki Pietrka.
W końcu babka rzekła:
— Heidi, przeczytaj mi hymn pochwalno-dziękczynny! Zdaje mi się, że będę jeszcze żyła i mogła składać dzięki Bogu za wszystko, co dla nas uczynił.
„Wielbij duszo moja Pana”54.
Przypisy:
1. rappa — w żargonie miejscowym znaczy centym, setna część franka. [przypis autorski]
2. gorzeć (daw.) — płonąć, palić się. [przypis edytorski]