I tak się stało. Niedługo potem Heidi siedziała na swoim wysokim stołku, obok dziadka, mając przed sobą miseczkę z mlekiem. Ponowiła zaraz pytanie:
— Powiedz, dziadku, czemu drapieżny ptak tak krzyczy i kracze nad głową człowieka?
— Chce w ten sposób wyrazić swą wzgardę ludziom, którzy tłoczą się po wsiach i wiodą ze sobą spory. Powiada: „Lepiej by wam było rozejść się i żyć z osobna”.
Słowa dziadka brzmiały ostro, niemal dziko i przypomniały Heidi dokładnie wrzask drapieżnego ptaka, który teraz zapamiętała jeszcze lepiej.
— A dlaczego skały nie mają nazw? — spytała znowu.
— Mają nazwy! — rzekł dziadek. — Opisz mi którąś z nich, tak bym poznał, a powiem ci, jak się zowie.
Heidi opisała wymownie stromą ścianę skalną, zwieńczoną wieżycami i wrębami, a zadowolony z jej bystrości dziadek objaśnił:
— Bardzo dobrze! Ta góra skalna nazywa się Falknis. Czy widziałaś jeszcze inną?
Heidi opisała górę z wielkim polem śniegowym, które pałało12 o zachodzie, potem poróżowiało, a w końcu zaś zagasło i stało się całkiem szare.
— Znam tę górę — rzekł dziadek — to Cezaplana. Więc podobało ci się, widzę, wszystko na pastwisku?