Na kolację Heidi przyszła z czerwonymi od płaczu oczyma. Na widok bułeczki załkała raz jeszcze, ale pohamowała się, wiedząc, że przy stole trzeba siedzieć spokojnie. Tego wieczora Sebastian, ile razy się zbliżył do Heidi, robił jakieś dziwaczne gesty. Pokazywał na swoją, to znów na jej głowę, kiwał głową i mrużył oczy, jakby chciał powiedzieć:
— Nie martw się, wszystko w porządku!
Gdy Heidi wróciła do siebie i chcąc wejść do łóżka, odwinęła kołdrę, znalazła pod nią swój stary kapelusik. Pogniotła go z radości jeszcze bardziej, owinęła chustką od nosa i ukryła w najdalszym zakątku szafy. Kapelusz schował pod kołdrę Sebastian. Będąc w jadalni razem z Tinetą, usłyszał błagalne, żałosne okrzyki Heidi. Poszedł więc za pokojówką do jej pokoju, a gdy wynosiła naręcze suchych bułek, zobaczył na wierzchu kapelusik, zdjął go więc co prędzej, mówiąc:
— Ja to sam wyrzucę!
Uratował w ten sposób skarb i chciał pocieszyć Heidi znakami podczas kolacji.
Rozdział dziewiąty. Pan domu dowiaduje się różnych nieznanych dotąd rzeczy
W kilka dni potem panował w domu pana Sesemanna wielki ruch i ciągła bieganina po schodach, gdyż właśnie pan domu wrócił z podróży, a Sebastian i Tineta wynosili z naładowanego pojazdu niezliczone paczki i paki. Przywoził on zawsze ze świata dużo pięknych rzeczy.
Zaraz po przyjeździe poszedł wprost do pokoju córki, by ją powitać. Został tam Heidi, gdyż o tej porze dnia zawsze bywały razem. Powitanie ojca z córką było nader serdeczne, gdyż kochali się bardzo. Potem pan Sesemann wyciągnął rękę do stojącej w kątku Heidi i rzekł:
— To jest więc nasza mała Szwajcareczka! Zbliż się, moje dziecko, i podaj mi łapkę. Tak, dobrze! Powiedzże mi, czy się lubicie z Klarą. Źle jest jeśli się ktoś kłóci, gniewa, płacze, potem godzi i zaczyna wszystko na nowo od początku.
— O nie! Klara jest zawsze bardzo dobra dla mnie! — odparła Heidi.