Jeszcze tego samego wieczora pan Sesemann zasiadł w jadalni razem z panną Rottenmeier, żeby omówić różne sprawy domowe. Zaraz na wstępie powiedział:

— Towarzyszka mej córki pozostanie tu nadal. Dziewczynka jest zupełnie normalna, a Klarcia lubi ją bardzo, nie potrzeba więc innej. Pragnę, by — dodał z naciskiem — by oryginalnych cech usposobienia tego dziecka nie traktowano jako wybryków i by się z nim obchodzono życzliwie. Jeśli dla pani mimo wszystko jest trudno dać sobie z nią radę, to pospieszy jej z pomocą moja matka, która przybędzie niebawem na dłuższą wizytę. Moja matka zaś, jak pani wiadomo, umie wszystkiemu zaradzić.

— Wiem to dobrze — odpowiedziała panna Rottenmeier, nie czując jednak ulgi na wiadomość o bliskiej pomocy.

Pan Sesemann nie mógł i tym razem zażywać długo domowego wypoczynku. Po dwu tygodniach interesy przywołały go z powrotem do Paryża, a gdy Klara protestowała przeciw temu, pocieszył ją obietnicą rychłego przyjazdu babuni.

Istotnie, zaledwie odjechał, nadszedł list od pani Sesemann, zamieszkałej na wsi w Holsztynie22, z wiadomością, że przyjeżdża, i z życzeniem, by po nią wysłano powóz na stację kolejową.

Ucieszyło to bardzo Klarę i zaraz zaczęła opowiadać Heidi o babuni, tak długo i szczegółowo, że dziewczynka także zaczęła nazywać ją babunią. Panna Rottenmeier patrzyła na nią raz po raz karcąco, ponieważ jednak robiła tak zawsze, Heidi nie domyśliła się, o co chodzi. Odchodząc do swego pokoju, panna Rottenmeier przywołała do siebie dziewczynkę i oświadczyła, że nie wolno jej używać słowa „babunia”, ale ma mówić „wielmożna pani”. Heidi wydało się to bardzo dziwne, ale panna Rottenmeier popatrzyła na nią tak surowo, że nie śmiała pytać o wyjaśnienie, mimo że wcale nie zrozumiała tego tytułu.

Rozdział dziesiąty. Babunia

Nazajutrz w domu pana Sesemanna robiono wielkie przygotowania, z czego było można wyciągnąć wniosek o znaczeniu i szacunku, jakiego tu zażywała oczekiwana osoba. Tineta przypięła do włosów świeży czepeczek, Sebastian zaś porozstawiał wszędzie mnóstwo podnóżków, by gościowi było wygodnie siedzieć wszędzie, gdzie zechce. Panna Rottenmeier chodziła sztywna i poważna, badając, czy wszystko w porządku, a wyraz jej twarzy świadczył wymownie, że mimo zbliżania się drugiej władczyni, jej władza wcale nie przygasa.

Na koniec powóz stanął przed bramą, Sebastian i Tineta zbiegli po schodach, a za nimi poszła uroczystym krokiem panna Rottenmeier, wiedząc, że i ona powinna stawić się na powitanie. Heidi kazano czekać w swym pokoju, dopóki jej nie zawołają. Niedługo jednak Tineta wetknęła głowę i powiedziała jak zawsze oschle i krótko:

— Proszę iść do pracowni!