Ideał rycerstwa jest kulminacyjnym punktem wpływu kobiet na moralną kulturę ludzkości; gdyby kobiety miały zawsze pozostać na podrzędnym swoim stanowisku, należałoby żałować, że typ rycerski zaginął, on sam bowiem mógłby umiarkować demoralizujące skutki takiego położenia. Ale po zmianach, jakie nastąpiły w ogólnym stanie ludzkości, nieuniknione było, żeby zupełnie inny moralny ideał zastąpił ideał rycerstwa. Rycerstwo nazwać można wysiłkiem w celu wprowadzenia moralnych żywiołów do społeczeństwa, w którym wszystko, tak złe, jak i dobre, zależało od indywidualnej waleczności kierowanej osobistą delikatnością i wspaniałomyślnością. W tegoczesnych społeczeństwach nawet sprawy wojenne nie są rozstrzygane siłą jednostki, lecz kombinacją sił wielkiej liczby jednostek; z drugiej strony, narody mniej się dziś zajmują sprawami wojennymi niż interesami społecznymi i przemysłem.

Nasze czasy nie mniej wymagają szlachetności uczuć jak dawne, ale nie opierają się na niej wyłącznie. Głównymi podstawami moralnego życia teraźniejszego powinny być sprawiedliwość i roztropność, poszanowanie praw cudzych i uzdolnienie każdego do radzenia o samym sobie. Rycerstwo nie podawało żadnego środka będącego legalnym hamulcem na zło, szerzące się bezkarnie we wszystkich warstwach społecznych; poprzestawało na zachęcaniu niewielu do dobra, raczej odwracaniu od zła za pomocą pochwał uwielbienia. Ale siłę broniącą ustaw moralności stanowi sankcja prawa karnego, w niej leży moc powstrzymywania nadużyć. Bezpieczeństwo społeczne nie może być zapewnione, jeżeli jedyną jego rękojmią są moralne korzyści wynikające z dobrych uczynków; nagroda taka jest pobudką nieskończenie słabszą niż bojaźń, a na wielu pozostaje bez najmniejszego wpływu. Teraźniejsze społeczeństwo ma możność powściągania zła we wszystkich członkach swoich, posługując się sprawiedliwie wyższą siłą, którą cywilizacja oddała w jego ręce; tym sposobem uczynić może znośnym byt istot słabszych (pod powszechną i bezstronną opieką prawa), nie uciekając się do rycerskich uczuć tych, którzy mogą je tyranizować. Piękność i wdzięk rycerskiego charakteru pozostały, czym były, ale prawo słabszego i dobro powszechne mają dziś pewniejsze podstawy. Stosuje się to do wszystkiego z wyjątkiem małżeństwa.

Moralny wpływ kobiet nie jest teraz mniej istotny, ale nie jest tak wyraźny i określony; znikł w znacznej części, tonąc w ogólnym wpływie opinii publicznej. Wzajemna sympatia i chęć mężczyzn okazania się kobietom z lepszej strony nadają uczuciom kobiet wpływ rozległy, ochraniający resztki rycerskiego typu, a uprawiając uczucia wzniosłe i szlachetne, przechowuje jego tradycje. Ideał kobiety wyższy jest zatem od ideału mężczyzny w tym względzie; niższy w pojmowaniu sprawiedliwości. Co do stosunków rodzinnego życia, można użyć ogólnego wyrażenia, że wpływ ich rozwija cnoty łagodne, a osłabia surowe, ale zdanie to należy rozumieć z pewnymi modyfikacjami, odpowiednio do indywidualnych różnic w charakterach.

W najwalniejszej spośród walk, jakie się toczą na świecie, mianowicie w walce zasad z interesem wpływ kobiet nie okazuje wyraźnego kierunku. Jeżeli zasada będąca przedmiotem sporu należy do małej liczby tych, które wychowanie moralne i religijne odcisnęło w ich umyśle, kobiety stają się dzielnymi obrońcami cnoty i skłaniają często mężów i synów swoich do wyrzeczeń, do których nigdy nie byliby sami zdolni. Ale przy teraźniejszym wychowaniu kobiet i położeniu, jakie zajmują, moralne zasady, które w nie szczepią, rozciągają się do części względnie podrzędniejszych w zakresie cnoty; są to zresztą zasady głównie negatywne, zabraniające pewnych czynności, ale niemające nic wspólnego z ogólnym kierunkiem myśli i postępowania.

Z pewną obawą wyznaję, że bezinteresowność w życiu, skierowanie sił ku celom nieobiecującym rodzinie żadnych szczególnych korzyści rzadko ze strony kobiet doznają poparcia i zachęty. Czy można im to za wielką poczytywać winę, że odwracają się od celów, których korzyści cenić ich nie nauczono, a które oddalają mężczyzn od nich i od spraw rodzinnych? Niemniej jednak z tego wynika, że wpływ kobiet często bardzo nie sprzyja cnotom publicznym.

Kobiety jednak wywierają pewien wpływ, nadając ton moralności publicznej, odkąd sfera ich działania została cokolwiek rozszerzona i odkąd wiele spomiędzy nich znalazło zajęcie poza obrębem rodziny i gospodarstwa. Wpływ ich uwydatnia się bardzo w dwóch charakterystycznych rysach współczesnego życia Europy: w jej wstręcie do wojny i zamiłowaniu do filantropii. Dwa znakomite objawy; na nieszczęście jednak, wpływ kobiet chociaż jest cenny pod względem rozwijania tych uczuć w ogólności, bywa często bardziej szkodliwy niż pomocny w kierunku, jaki nadaje szczegółowemu ich zastosowaniu. W zakresie filantropii dwa głównie działy są przez kobiety uprawiane, mianowicie miłosierdzie i prozelityzm religijny. Prozelityzm religijny prowadzony w domu podsyca tylko religijne nienawiści, a poza domem działa na ślepo, nie znając i nie spostrzegając wynikających stąd zgubnych następstw dla samej religii, jak i dla innych pożądanych celów. Co się tyczy miłosierdzia, w tej sprawie pozostają najczęściej w zupełnej sprzeczności uczucie skłaniające do udzielania doraźnej pomocy i następstwa tej pomocy w stosunku do ogólnego dobra. Wychowanie kobiet, w którym brakuje równowagi pod względem kształcenia uczuć i rozumu, oraz pochodzące z układu całego ich życia nawyknienie do uwzględniania tylko obecnej chwili, a nie późniejszych następstw, czynią je niezdolnymi do jasnego widzenia i poznawania złych w rezultacie skutków takiej formy filantropii, czyli miłosierdzia, które dogadza wyłącznie ich uczuciu.

Silny prąd uczucia, kierowany niejasnym pojęciem obowiązków człowieka, zdejmuje niejako z ludzi odpowiedzialność za smutne skutki ich postępowania, podkopując tym sposobem fundamenty trzech cnót stanowiących podstawy szczęścia jednostki i społeczeństwa, którymi są szanowanie samego siebie, panowanie nad sobą i rachowanie na własne siły. Postępowanie kobiet w tym względzie i wpływ ich bezpośredni przyczyniają się niezmiernie do marnowania tak środków, jak i uczuć, sprawiając tym sposobem więcej złego niż dobrego. Nie mam zamiaru oskarżać kobiet stojących na czele miłosiernych instytucji, jakoby wszystkie podobnym względom ulegały. Zdarza się często, że kobiety, wnosząc do administracji miłosierdzia publicznego zdolność obserwowania obecnych faktów, szczególnie myśli i uczuć tych, z którymi pozostają w bezpośrednim stosunku, zdolność, w której zwykle przewyższają mężczyzn, rozpoznają jasno demoralizujące skutki jałmużny i mogą pod tym względem udzielać niejednej pożytecznej uwagi ekonomistom płci męskiej. Ale kobiety ograniczające się do udzielania doraźnej pomocy i niestające oko w oko z następstwami takiego postępowania, jakżeby je mogły przewidzieć? Kobieta urodzona w warunkach teraźniejszych i zadowalająca się swoim położeniem, jakżeby mogła ocenić wartość wolności? Ona sama jest zależna i inaczej żyć nie umie; przeznaczeniem jej jest przyjmować wszystko od drugich: dlaczegóż to, co jest dobre dla niej, nie miałoby być dobre dla ubogich? Dobro przedstawia się jej w jednej tylko formie: dobrodziejstwa pochodzącego od tych, od których jest zależna. Zapomina, że ona nie jest wolna, a ubodzy, którym udziela pomocy, są wolni; że jeśli im da, czego potrzebują, ustaje konieczność pracy; że wszyscy nie mogą być przedmiotem starań wszystkich i że ludzie potrzebują pobudek skłaniających ich do pamiętania o sobie; że jedynie miłosierdzie będące istotnym miłosierdziem i zasługujące na tę nazwę polega na dopomaganiu ludziom, ażeby mogli sami sobie pomagać, jeżeli fizycznie są do tego zdolni. Widzimy stąd, ile opinia powszechna zyskałaby na udziale kobiet, gdyby gruntowniejsze wykształcenie i praktyczna znajomość rzeczy oświeciła ich umysły; byłoby to właśnie koniecznym wynikiem ich społecznej i politycznej emancypacji. Ale ulepszenia, jakie by każda kobieta mogła wprowadzić we własnej rodzinie, przyniosłyby jeszcze większą korzyść.

Powtarzają często, że w klasach najbardziej narażonych na pokusy mężczyzna nie schodzi z drogi cnoty i honoru przez wzgląd na żonę i dzieci. Może się tak dziać zapewne i dzieje się tak z tymi, którzy są mniej źli niż słabi, a wpływ ten dobroczynny byłby jeszcze wzmocniony przez prawa równości w rodzinie; nie zależy on od podrzędnego położenia kobiety w rodzinie, przeciwnie, osłabia go lekceważenie, z jakim ludzie pospolici traktują poddane ich władzy istoty. Ale gdy się wznosimy po szczeblach drabiny społecznej, dochodzimy do sfery czynników zupełnie odmiennych. Wpływ kobiety zmierza istotnie do powstrzymywania męża od upadku grożącego utratą ogólnego poważania, ale jednocześnie przeszkadza mu do podniesienia się ponad typ zwyczajny dobrze widzianego obywatela. Kobieta wspiera pospolitą opinię publiczną. Mężczyzna ożeniony z kobietą niższą od siebie pod względem umysłowym spotyka w niej opór, z którym walczyć musi, ile razy pragnie wznieść się ponad miarę wymaganą przez opinię publiczną; słowem, staje się ona kulą u jego nogi. Dojście do wyższej doskonałości dla człowieka w ten sposób skrępowanego staje się rzeczą niemożliwą. Jeżeli nie podziela pospolitych sądów, jeżeli widzi prawdy, które dla nas jeszcze nie zaświtały, jeżeli czuje we własnym sercu zasady będące zwykle tylko na ustach u innych ludzi, jeżeli pragnie do nich stosować życie swoje, znajduje w małżeństwie jedną z najopłakańszych przeszkód na tej drodze, chyba że jest tak szczęśliwy, iż żona jego stoi na równym z nim poziomie. Istotnie, chcąc stosować podobne zasady, trzeba im coś zawsze poświęcić z korzyści własnych, tak pod względem towarzyskich stosunków, jak i majątku, a może nawet stracić środki materialnej egzystencji. Przed taką ofiarą on by się sam nie cofnął, gdyby o niego tylko chodziło, ale zatrzyma się przed myślą narażenia rodziny swojej na podobne następstwa. Rodzina jego to żona i córki; bo co do synów, spodziewa się, że oni podzielać będą jego uczucia, że potrafią odmówić sobie tego, czego on sobie odmawia, i że poświęcenie to uczynią dobrowolnie, dla tej co on przyczyny. Ale córki — zamążpójście ich zależeć może od jego postępowania; ale żona — niezdolna jest wniknąć w głąb sprawy, dla której on czyni ofiary. Jeżeli mu wierzy na słowo, to tylko przez miłość i zaufanie do niego; nie może ona podzielać entuzjazmu, który go popycha i uznania jego własnego sumienia, a to, co on ma poświęcić, stanowi dla niej wartość największą. Najlepszy i najbezinteresowniejszy mężczyzna czyż nie będzie się wahał długo, zanim sprowadzi na rodzinę następstwa swego wyboru?

Gdyby nawet nie chodziło o poświęcenie majątku, tylko względów na opinię ludzką, jeszcze ciężar, jakim by obarczył swoje sumienie, byłby bardzo wielki. Aprobata tej potęgi dla mężczyzny może być przedmiotem obojętnym, ale dla żony jego niezmiernie ważnym. Mężczyzna może stanąć wyżej niż opinia albo zadowalać się sądem ludzi tak jak on myślących, ale żonie i córkom jakież dać może wynagrodzenie? Skłonność kobiet, podlegająca małym wyjątkom, do popierania strony zasługującej na wziętość u świata, bywała im często wyrzucana; dostrzegano w tym rys niedojrzałości umysłowej i lekkomyślności. Zarzut ten jest według mnie bardzo niesłuszny. Społeczeństwo czyni z całego życia kobiety w klasach zamożnych nieustającą ofiarę, wymaga od niej, aby ciągle tłumiła swoje wrodzone skłonności i w zamian za to, co można nazwać męczeństwem, daje jej tytuł do poważania u świata. Poważanie jej u ludzi związane jest z poważaniem męża; otóż wtenczas, gdy je tak drogo okupiła, nagle widzi się go pozbawiona dla celów, których ważności zrozumieć nie może. Ona poświęciła życie swoje, a mąż nie może jej poświęcić swego kaprysu, dziwactwa, ekscentryczności, której świat nie podziela i którą wraz z nią uważa za szaleństwo, jeżeli nie za coś gorszego. Rozumowanie takie jest okrutne, szczególnie dla tej klasy ludzi wielce zasłużonych, którzy nie posiadając wybitniejszych zdolności, podzielają w przekonaniu swoim zdanie ludzi stojących na ważniejszych stanowiskach i czują się obowiązani honorem i sumieniem do poświęcenia swego czasu i pracy w celu popierania przedsięwzięć, jakimi oni kierują. Położenie ich staje się jeszcze trudniejsze, kiedy wstęp ich do towarzystwa zależeć ma od tego, co o nich myśleć będą; chociażby postępowanie ich było bez zarzutu, ale jakież są ich opinie? czy nie należą do stronnictw politycznych nietolerowanych przez osoby nadające ton towarzystwu? Wówczas zamanifestowanie przekonań swoich staje się powodem unikania ich i zrywania stosunków.

Wiele kobiet, dziewięć na dziesięć przynajmniej, sądzi, że nic im nie może przeszkodzić, równie jak ich mężom do brania udziału w towarzystwie, które uważane jest za najpierwsze w danym miejscu; nieszczęściem, mężowie ci podzielają zasady polityki radykalnej, którą dla zniesławienia nazwano demagogią. Otóż to, myślą one, co przeszkadza ich synom w pozyskaniu korzystnych posad, córkom w świetnym zamążpójściu, im zaś samym i ich mężom w odbieraniu zaproszeń, a może nawet do tytułów, których tak dobrze jak i inne czują się być godne. Przy podobnym wpływie w każdej rodzinie, jawnym lub ukrytym, czyż można się dziwić, że grzęźniemy coraz bardziej w tej miernocie, zwanej comme il faut70, stającej się wybitną cechą teraźniejszych czasów?