Ernest przystępuje do niego.
Więc stoicie teraz oboje przede mną, mogę się wam przypatrzeć! Wyznajcie wreszcie, nędzni, że się kochacie, że się szalenie, występnie kochacie. Wyznajcie mi to!
ERNEST
To nieprawda!
ANDREA
Kłamiesz! I zasługujesz na to, abym ci piętno twej hańby wycisnął na czole — wkrótce, da Bóg, żelazem, a dziś... tą dłonią!
Podnosi się z wysiłkiem i wymierza Ernestowi policzek.
ERNEST
ze straszliwym krzykiem
Ach!