Ściska ją za rękę. Ona oddaje mu uścisk i odwraca się ze smutkiem.

ERNEST

do Andrea

No a pan... kochany przyjacielu, czy nie masz dla mnie żadnego spojrzenia ani uścisku ręki?... Czy naprawdę sądzisz, że cię obraziłem?

ANDREA

z gwałtownym porywem przyciskając go do piersi

Nie, nie, mój serdeczny przyjacielu! Nie, nie wierzę temu. Przebacz mi, jeżeli chociaż przez jedną chwilę... ale nie mówmy już o tym! Pozostaniesz u nas w imię świętej, starej przyjaźni i... na złość całemu światu! Nie wypuszczę cię już od siebie! Nie odmawiaj mi, twój ojciec przez moje usta ci to rozkazuje! Zostaniesz i wszystko będzie nadal po dawnemu, nieprawdaż mój drogi? Nieprawdaż, Julio? Słyszeliście to, panie bracie i pani bratowo, słyszałeś Arturze, ty, co tak chętnie powtarzasz, co paplają drudzy! A teraz idźcie i opowiedzcie to wszystko „dobrym ludziom”, i powiedzcie im, że jeśli są na świecie niskie obmowy, to istnieją również i takie szczyty uczucia i zaufania, do których podła zawiść nie dopełznie nigdy! A teraz do stołu! Erneście, podaj rękę mojej żonie. Arturze, pójdziesz z matką. A my, Albercie, razem!

do Ernesta i Julii, którzy stoją naprzeciw siebie zmieszani

No, na cóż czekacie? Chciałbym, aby ten dom miał w tej chwili kryształowe ściany, aby wszyscy widzieli, jak przyjmujemy oszczercze pociski. Niech licho porwie wszystkie gadania, a my... żyjmy dalej po bożemu!

Artur podaje ramię matce, Ernest Julii. W drzwiach Ernest i Julia, zatrzymują się, aby przepuścić tamte pary.