— Bądź pozdrowiony, tuanie! — odezwał się Babalaczi i spojrzał pytająco na gościa.

— Muszę natychmiast rozmówić się z radżą — odrzekł Dain.

Babalaczi skinął głową, podszedł do miedzianego gongu wiszącego pod stojakiem i uderzył weń ostro po dwakroć.

Ogłuszający hałas zbudził uśpionych wojowników. Chrapanie ustało; nogi, wystające na wszystkie strony z kupy śpiących ludzi, wciągnięto do środka; cała grupa drgnęła i rozpadła się z wolna na pojedyncze postacie. Rozległy się głośne ziewania, przecierano senne oczy. Za kotarą zaszczebiotały kobiece głosy, po czym ozwał się niski bas Lakamby:

— Czy to ten arabski kupiec?

— Nie, tuanie — odrzekł Babalaczi — to Dain wreszcie powrócił. Przybył na ważną rozmowę — biczarra — jeśli łaskawie zezwolić raczysz.

Lakamba zezwolił snadź łaskawie, bo ukazał się po chwili na tle kotary; jednakże łaskawość jego nie sięgała tak daleko, aby zechciał wejść w szczegóły swojej toalety. Krótki czerwony sarong, zawiązany pospiesznie wokoło bioder, oto wszystko, co miał na sobie. Miłościwy władca Sembiru był zaspany i w dosyć kwaśnym humorze. Zasiadł w fotelu, rozstawiwszy szeroko kolana, ręce wsparł na poręczach i spuścił głowę, ciężko oddychając; oczekiwał ponuro na rozpoczęcie ważnej rozmowy.

Ale Dainowi się nie spieszyło. Spojrzał na Babalacziego — który przykucnął wygodnie u stóp władcy — i milczał w dalszym ciągu z pochyloną głową, niby czekając uważnie na słowa mądrości.

Babalaczi zakaszlał dyskretnie; pochyliwszy się naprzód, podsunął Dainowi maty i przemówił piskliwym głosem, zapewniając gościa płynnie i gorąco, że powrót jego, z dawna upragniony, przepełnił wszystkich rozkoszą. Tęsknota za widokiem Daina pożerała serce Babalacziego, a uszy jego więdły, pozbawione odżywczego dźwięku słów znakomitego gościa. Serca i uszy wszystkich innych ludzi były również w tym przykrym położeniu, zapewniał, wskazując szerokim ruchem w kierunku przeciwległego wybrzeża, gdzie drzemała spokojnie osada, nie przeczuwając wielkiej radości, jaka ją czeka następnego ranka, kiedy fakt przybycia Daina zostanie podany do ogólnej wiadomości.

— Bo i skądże ma spłynąć radość na biednego człowieka — ciągnął dalej Babalaczi — jeśli nie z hojnej dłoni wspaniałomyślnego kupca albo też wielkiego...