Ale żaden ze słuchaczy nie zdawał się być w radosnymi nastroju. Lakamba założył nogę na kolano i drapał ją w zamyśleniu, a Babalaczi, który siedział ze skrzyżowanym nogami, patrząc przed siebie bezmyślnie, zmalał niejako w oczach i obwisł. Straż ujawniła pewne zainteresowanie toczącą się rozmową i wyciągnęła się na matach, aby znaleźć się bliżej gościa. Jeden z wojowników powstał i oparł się o stojak, bawiąc się frędzlami zdobiącymi rękojeść miecza.

Dain czekał, aż łoskot grzmotu przebrzmi w dalekim pomruku, po czym ozwał się znowu.

— Zali83 jesteś niemym, o władco Sembiru? A może syn wielkiego radży niegodzien jest twojej uwagi? Przybyłem tutaj, aby zaleźć schronienie i przestrzec ciebie; pragnę wiedzieć, co zamierzasz uczynić.

— Przybyłeś tutaj dla córki białego człowieka — odparł szybko Lakamba. — Schronienie twoje jest u ojca, władcy Bali, syna Niebios — u samego anak agung84! Cóżem jest, aby opiekować się potężnymi władcami? Wczoraj jeszcze sadziłem ryż na wypalonej polance, a dzisiaj słyszę, że życie twoje ode mnie zależy!

Babalaczi spojrzał na władcę.

— Żaden człowiek nie ujdzie swojemu losowi — mruknął pobożnie. — Gdy miłość zagnieździ się w sercu człowieka, staje się on jak dziecko, które nic nie rozumie. Bądź miłościwym, Lakambo! — dodał, ciągnąc ostrzegawczo za sarong radży.

Lecz Lakamba wyrwał gniewnie sarong z rąk wiernego sługi. Zaczynał rozumieć, jak nieobliczalne zawikłania pociągnął za sobą powrót Daina i stopniowo tracił panowanie nad sobą. Przemówił potężnym głosem, głusząc poświsty wichru i chlupot ulewy bębniącej o dach. Ciężka nawałnica przeciągała nad Sembirem.

— Przybyłeś tu najpierw jako kupiec, nie szczędząc słodkich słów i wspaniałych obietnic. Żądałeś, abym zamknął oczy na twoje knowania z białym człowiekiem. Zgodziłem się na to. Czegóż chcesz teraz? Za młodych lat walczyłem; teraz jestem stary i potrzebuję spokoju. Nie chcę się bić z Holendrami. Daleko mi wygodniej, abyś zginął; tak będzie lepiej.

Nawałnica przyczaiła się. Po zamęcie burzy nastała krótka chwila ciszy. Lakamba powtórzył miękko, niby do siebie:

— I wygodniej — i lepiej.