— I gdzież on się teraz ukrywa? — spytał Lakamba, przerywając ciszę rojącą się od złowróżbnych przeczuć, które pochłaniały ich obu przez długą chwilę.
— Na polance Bulangiego — tej, co leży najdalej od jego domu. Popłynęli tam dziś w nocy. Zawiozła go córka białego człowieka; powiedziała mi to otwarcie, bo jest na wpół biała i nie zna się na obyczajności. Czekała długo na Daina, podczas gdy był u ciebie. Wynurzył się wreszcie z ciemności i padł wyczerpany do jej stóp. Leżał jak martwy, ale przywróciła mu życie w swych ramionach i tchnęła w niego własne tchnienie. Oto, co mi rzekła prosto w twarz, tak jak ja mówię do ciebie, radżo. Podobna jest białej kobiecie i nie zna sromu92.
Urwał, przejęty ogromnym zgorszeniem. Lakamba pokiwał głową.
— No i co dalej? — spytał.
— Zawołali starą kobietę — ciągnął Babalaczi — a gdy przyszła, opowiedział o tym, co się stało z brygiem, i o swojej zasadzce na białych ludzi. Wiedział dobrze, że orang Belanda są blisko — choć wcale nam o tym nie wspomniał; wiedział, jak wielkie grozi mu niebezpieczeństwo. Zdawało mu się, że zabił wielu orang Belanda, ale zginęło ich tylko dwóch; mówili mi to morscy ludzie, którzy przybyli na łodziach okrętu wojennego.
— A ten drugi człowiek, którego znaleźli w rzece? — przerwał Lakamba.
— To był jeden z wioślarzy Daina. Gdy się czółno wywróciło, płynęli obok siebie; zdaje się, że tamten człowiek był ranny. Dain podtrzymywał go. Dobił do brzegu i zostawił go w krzakach. Kiedy wrócili po niego wszyscy troje, serce niewolnika już bić przestało. Wówczas przemówiła stara kobieta; Dain wysłuchał jej słów i uznał, że są mądre. Zdjął kółko ze swojej nogi, złamał je i wcisnął na nogę niewolnika. Pierścień swój włożył na jego palec. Zdjął sarong i z pomocą kobiet przyoblekł weń trupa, który przecież odzienia już nie potrzebował; w ten sposób umyślili oszukać wszystkie oczy i zwieść całą osadę, aby każdy mieszkaniec mógł przysiąc, że widział to, czego nie było, i aby nikt nie zdradził Daina przed białymi. Potem Dain i biała kobieta popłynęli do Bulangiego i zażądali, aby im wynalazł kryjówkę. Stara pozostała przy zwłokach.
— Hai! — wykrzyknął Lakamba. — Ona jest mądra.
— Tak, ona ma swojego diabła, który szepce jej rady do ucha — potwierdził Babalaczi. — Z wielkim trudem zaciągnęła ciało aż na miejsce, gdzie dużo pni zebrało się u brzegu. Wszystko to działo się w ciemnościach po przejściu nawałnicy. Stara czuwała obok trupa. Jak tylko dnieć zaczęło, wzięła ciężki kamień, pogruchotała twarz umarłego i pchnęła ciało między kłody. Potem skryła się w pobliżu na czatach. O wschodzie słońca Mahmat Bandżar przyszedł i znalazł zwłoki. Wszyscy uwierzyli, że to Dain, nawet ja zostałem oszukany, ale nie na długo. Biały człowiek uwierzył także i uciekł do domu w rozpaczy. Kiedy znaleźliśmy się sami, powiedziałem starej kobiecie, co o tym myślę. Przestraszyła się mego gniewu i twej potęgi i wyznała mi wszystko, prosząc o pomoc w ocaleniu Daina.
— Nie powinien wpaść w ręce orang Belanda — rzekł Lakamba — niech raczej umrze, jeśli da się to gładko zrobić.