Zamilkła nagle. Coś jakby zwątpienie zamgliło na chwilę jej oczy, przygasł gorejący w nich płomień powściąganego uniesienia, który tchnął życie w pogodną, obojętną jej twarz owego pamiętnego dnia — dnia radości i niepokoju, nadziei i zgrozy, nieuchwytnego żalu i mglistej rozkoszy. Trwała niezłomnie w powziętym zamiarze, póki jaśniał blask słońca; w jego promiennym olśnieniu poczęła się i wzrosła miłość Niny, aż owładnęła całą jej istotę. Skryte podszepty pragnień podsycały jej niecierpliwość i tęsknotę za mrokiem, który miał położyć kres niebezpieczeństwu i walce, zwiastując szczęście, zachwyt miłości, pełnię życia. Zaszło nareszcie! Krótki, podzwrotnikowy zmierzch minął, nim zdążyła z ulgą odetchnąć. Wydało jej się nagle, że ciemność roi się od groźnych głosów wzywających, aby rzuciła się bez pamięci w nieznane, aby pozostała wierna własnym porywom i oddała się namiętności, która wybuchnęła w Dainie, ogarniając ją swym płomieniem. W odosobnieniu dalekiej polanki czekał wśród głuchej ciszy lasów samotny zbieg, niepewny życia. Obojętny na czyhające niebezpieczeństwa, wyglądał jej przybycia. Po nią tylko wrócił; a teraz, gdy nadeszła dla niego chwila nagrody, Nina zapytywała siebie z trwogą, co znaczy to zwątpienie mrożące jej wolę i porywy. Z wysiłkiem odtrąciła lęk przed chwilową słabością. Ona go musi nagrodzić. Miłość jej i honor kobiecy zwyciężą przelotny brak wiary w nieznaną przyszłość, która czeka na nią w mrokach rzeki.
— Nie, nie wrócisz nigdy — wyrzekła proroczo pani Almayer. — On bez ciebie nie odjedzie, a jeśliby tu pozostał... — wyciągnęła rękę w kierunku świateł w „Szaleństwie Almayera” i urwane zdanie rozpłynęło się w groźnym pomruku.
Obie kobiety spotkały się za domem i szły teraz powoli w kierunku zatoki, gdzie przywiązane były czółna. Przystanęły nagle u skraju zarośli, tknięte wspólnym odruchem. Pani Almayer położyła rękę na ramieniu córki, usiłując spojrzeć na próżno w odwróconą jej twarz. Chciała coś powiedzieć, lecz słowa jej utonęły w zduszonym szlochu, który zabrzmiał dziwnie, dobyty z piersi tej kobiety. Zdawało się, że ze wszystkich ludzkich namiętności tylko gniew i nienawiść nie są jej obce.
— Odchodzisz, aby stać się wielką rani — rzekła wreszcie dość pewnym głosem. — Jeżeli będziesz mądra, posiądziesz wielką władzę, co przetrwa długie lata i sięgnie nawet w dni twojej starości. Czymże ja byłam? Niewolnicą. Przez całe życie gotowałam ryż dla człowieka pozbawionego męstwa i mądrości. Hai! Taką kobietę jak ja wódz i wojownik oddał w darze człowiekowi, który był niczym. Hai! Hai!
Zawodziła po cichu, opłakując stracone sposobności walk i mordów, co byłyby się stały jej udziałem w razie skojarzenia się z duchem pokrewnym. Nina schyliła się nad wątłą postacią matki i w świetle gwiazd — które wybiegły na czarne niebo i zawisły bez tchu nad tym dziwnym rozstaniem — wpatrywała się badawczo w zwiędłą jej twarz; zatopiła wzrok w zapadłych oczach, zdolnych przeniknąć mroczną przyszłość w świetle długich, bolesnych doświadczeń. Tak jak dawniej, uczuła się znów we władzy dziwnego czaru bijącego z uniesień matki i proroczej pewności jej słów. Wyroczny ton i gniewne uniesienia pani Almayer przyczyniły się niemało do opinii o czarodziejskiej władzy, z jakiej słynęła w osadzie.
— Ja byłam niewolnicą, a ty będziesz królową — ciągnęła pani Almayer, patrząc wprost przed siebie — lecz pamiętaj o tym, co jest siłą mężczyzny, a co jego słabością. Drżyj przed jego gniewem, aby widział w świetle dnia twoją trwogę, ale śmiej się z tego w sercu, gdyż po zachodzie słońca będzie twym niewolnikiem.
— Niewolnikiem! On, władca życia! Nie znasz go, matko.
Pani Almayer raczyła zaśmiać się pogardliwie.
— Mówisz jak głupia biała kobieta. Co ty wiesz o gniewie męskim i o męskiej miłości? Czy czuwałaś nad snem mężów strudzonych od zadawania śmierci? Czy poczułaś kiedy uścisk potężnego ramienia, co zdolne jest wrazić głęboko kris w bijące serce? Ja! Jesteś białą kobietą i winnaś modlić się do boga-niewiasty.
— Dlaczego mi to mówisz? Słuchałam twoich słów tak długo, że zapomniałam o dawnym życiu. Czy stałabym teraz obok ciebie gotowa na wszystko, gdybym była białą kobietą? Matko, wrócę do domu i spojrzę raz jeszcze w twarz ojca.