— Naturalnie! Wyjedziemy pojutrze — rzekł radośnie. — Nie trzeba tracić ani chwili. No cóż, szczęśliwa jesteś, moja ty malutka?

Dorównywała prawie wzrostem ojcu, ale lubił przypominać sobie czasy jej dzieciństwa, kiedy byli dla siebie wszystkim.

— Jestem szczęśliwa — odrzekła bardzo cicho.

— Naturalnie — ciągnął żywo Almayer — nie możesz sobie nawet wyobrazić, co cię czeka! Ja sam nie byłem w Europie, ale nasłuchałem się tylu opowiadań mojej matki! Wydaje mi się, że znam wszystko doskonale. Będziemy tam żyli jak... jak... no po prostu wspaniale. Zobaczysz!

I znów stał, milcząc, obok córki, wpatrzony w tę czarującą wizję. Po chwili wyciągnął zaciśniętą pięść w kierunku śpiącej osady.

— No, mój przyjacielu Abdullo — zawołał — zobaczymy na koniec po tylu latach, czyje będzie na wierzchu!

Popatrzył w górę rzeki i zauważył spokojnie:

— Znów będzie burza. A niech tam! Żaden piorun mnie dziś nie zbudzi. Jestem pewien! Dobranoc, moja malutka — szepnął, całując ją czule w policzek. — Jakoś nie wyglądasz mi na bardzo szczęśliwą, ale jutro pokażesz weselszą twarzyczkę, co?

Nina słuchała ojca z twarzą nieporuszoną, patrząc spod przymkniętych powiek w ciemność, która stała się teraz jeszcze głębsza. Ciężka chmura spełzła ze wzgórz, gasząc gwiazdy, i stopiła niebo, las i rzekę w jedną masę prawie że dotykalnej czerni. Lekki powiew od rzeki zamarł, lecz oddalony bełkot grzmotu i blade błyskawice ostrzegały o zbliżającej się burzy.

Z westchnieniem odwróciła się Nina ku stołowi.