— Tak? — rzekła obojętnie. — A po co?

Pan Verloc mruknął z nosem zwieszonym nad paleniskiem, nie ukrywając niechęci;

— Podjąłem pieniądze.

— Jak to? Wszystkie?

— Tak. Wszystkie.

Pani Verloc rozłożyła starannie kusą ceratę, wyjęła z szuflady w stole dwa noże oraz dwa widelce i nagle przerwała te codzienne czynności.

— Po coś to zrobił?

— Może będą wkrótce potrzebne — sapnął ogólnikowo pan Verloc, znalazłszy się u kresu celowych zwierzeń.

— Co chcesz przez to powiedzieć? — spytała jego żona tonem zupełnie obojętnym, lecz stanęła jak wryta między stołem a kredensem.

— Wiesz, że możesz mi ufać — odezwał się pan Verloc do paleniska głosem ochrypłym i pełnym uczucia.