Policjant umilkł; przebłysk naiwnego, pełnego dumy uśmiechu nadał jego okrągłej twarzy dziecinny wyraz.

— On się potknął — oświadczył stanowczo. — Kiedy tam biegłem, potknąłem się także i rozciągnąłem się jak długi. Wszędzie tam sterczą korzenie. Potknął się o korzeń i upadł, a to, co niósł, musiało wybuchnąć akurat pod jego piersiami, jak mi się zdaje.

Słowa „tożsamość nieustalona” rozlegały się wciąż echem w duszy komisarza, doskwierając mu bardzo. Pragnął dla własnej ciekawości wyśledzić tę sprawę aż do tajemniczego jej źródła. Miał ciekawość zawodowca. A ustalając tożsamość tego człowieka, pragnął dowieść ogółowi, że jego wydział funkcjonuje jak należy. Heat był dobrym urzędnikiem. Lecz w tym przypadku ustalenie tożsamości wydawało się niemożliwe. Pierwsze słowa zagadki były nieczytelne — narzucały tylko myśl o straszliwym okrucieństwie.

Aby zadosyćuczynić sumieniu, komisarz Heat, przezwyciężając odrazę, bez przekonania wyciągnął rękę i podniósł najmniej zbrukany ze strzępów. Był to wąski pas aksamitu złączony z większym trójkątnym kawałkiem ciemnogranatowego sukna. Heat podniósł go do oczu, a policjant rzekł:

— Aksamitny kołnierz. Ciekawe, że staruszka zauważyła ten aksamitny kołnierz. Ciemnogranatowe palto z aksamitnym kołnierzem, tak nam powiedziała. To jego widziała, jak amen w pacierzu. Mamy go tu w całości, aksamitny kołnierz i wszystko. Nie zostawiłem chyba ani kawałeczka.

W tej chwili wyćwiczone zmysły Heata przestały słyszeć głos policjanta. Komisarz podszedł do okna, gdzie było jaśniej. Jego twarz, odwrócona od pokoju, wyrażała zdumienie i wytężoną uwagę; oglądał bacznie trójkątny kawałek sukna. Nagłym ruchem oderwał go i wetknął do kieszeni, po czym odwrócił się i z powrotem cisnął aksamitny kołnierz na stół.

— Zakryć to — rozkazał krótko towarzyszącym sobie ludziom i salutowany przez policjanta, nie spoglądając już ku stołowi, uniósł szybko swą zdobycz.

Pochłonięty myślami, jechał pociągiem w stronę miasta, siedząc samotnie w przedziale trzeciej klasy. Ta osmalona szmatka sukna byłą bezcenna; komisarz nie mógł opanować zdziwienia nad zbiegiem okoliczności, dzięki któremu wpadła mu w ręce. Zdawało się, że sam Los wskazał mu drogę. I jak każdy przeciętny człowiek, którego ambicją jest wpływanie na bieg rzeczy, komisarz poczuł nieufność do powodzenia osiągniętego bez trudu, dzięki przypadkowi — właśnie dlatego, że wyglądało jakby mu je narzucono. Istotna wartość powodzenia jest względna, zależy w znacznym stopniu od tego, jak się na nie zapatrujemy. Ale Los jest bezwzględny i nie liczy się z niczym.

Komisarz nie uważał już, aby było wskazane ujawnić przed publicznością tożsamość człowieka, który tego ranka unicestwił się tak straszliwie i tak doszczętnie. Lecz Heat nie był pewien, jak jego wydział będzie się na to zapatrywał. Wydział jest dla swych urzędników czymś skomplikowanym, czymś, co ma własne poglądy, a nawet kaprysy. Wydział zależy od wierności i oddania swych sług, a oddanie i wierność zaufanych sług kojarzą się z pewnego rodzaju lekceważącym przywiązaniem, które niejako tę wierność podsyca. Wskutek łaskawego zrządzenia natury żaden człowiek nie jest bohaterem dla swego lokaja, chyba że sam sobie czyści ubranie. Podobnie żaden wydział nie uchodzi za idealnie mądry w oczach spoufalonych z nim pracowników. Wydział nie wie tego wszystkiego, co wiedzą niektórzy z jego sług. Będąc organizmem beznamiętnym, nie może być nigdy idealnie informowany. Gdyby wiedział zbyt wiele, nie mógłby sprawnie funkcjonować. Komisarz Heat wysiadł z pociągu w zadumie dalekiej od nieprawomyślności, lecz nie pozbawionej szczypty tego zazdrosnego powątpiewania, które tak często kiełkuje na gruncie zupełnego poświęcenia się czy kobiecie, czy też instytucji.

W takim to stanie ducha Heat, zgłodniały, lecz pod wpływem tego, co widział, wciąż jeszcze skłonny do mdłości, zetknął się z Profesorem. W tych warunkach, usposabiających do irytacji zdrowego, normalnego człowieka, spotkanie to było dla Heata szczególnie niepożądane. Nie myślał o Profesorze; nie myślał o żadnym konkretnym anarchiście. Ta skomplikowana sprawa narzuciła mu myśl, że w ogóle wszystkie ludzkie poczynania są pozbawione sensu — która to myśl nawet w teorii jest dość przykra dla człowieka niemającego nic wspólnego z filozofią, a w wypadkach konkretnych staje się nad wszelki wyraz drażniąca.