— Nie będę miał czasu — przerwał wielki człowiek. — Ale zobaczę się z panem. Teraz też nie mam czasu... Czy panu nikt nie będzie towarzyszył?

— Nikt. Sądzę, że tak będzie najlepiej.

Wielki człowiek odchylił głowę tak bardzo, aby nie spuszczać wzroku z nadinspektora, że musiał prawie zamknąć powieki.

— Hm! Aha! A jak pan zamierza... Czy pan się za kogoś przebierze?

— Właściwie to nie! Ale oczywiście zmienię ubranie.

— Oczywiście — powtórzył wielki człowiek jakby z wyniosłym roztargnieniem. Odwrócił z wolna dużą głowę i przez ramię rzucił z ukosa dumnym wzrokiem na ciężki marmurowy zegar, który tykał chytrze i słabo. Złocone wskazówki skorzystały tymczasem ze sposobności i przesunęły się za plecami dostojnika o całych dwadzieścia minut.

Nadinspektor, który nie mógł dojrzeć wskazówek, zdenerwował się trochę w czasie tej przerwy. Lecz wielki człowiek zwrócił ku niemu oblicze spokojne i niezamącone.

— Doskonale — powiedział i umilkł, jakby w zdecydowanej pogardzie dla urzędowego zegara. — Ale co przede wszystkim skierowało pana na tę drogę?

— Zawsze byłem zdania... — zaczął nadinspektor.

— No tak, naturalnie, że pan był zdania... To się samo przez się rozumie. Ale pytam o powód bezpośredni.