— Gdzie byłeś, kiedyś pierwszy raz łódź zobaczył? — zapytał przez ramię.

Wang objaśnił po malajsku, że poszedł aż do bulwaru, aby wziąć kilka kawałków węgla z wielkiego stosu i podniósłszy przypadkiem oczy, zobaczył łódź — łódź białych ludzi, a nie czółno. Ma dobre oczy. Widział łódź z ludźmi u wioseł; tu Wang uczynił szczególny gest nad oczami, jakby jego wzrok został czymś uderzony. Wówczas odwrócił się zaraz i pobiegł do domu z raportem.

— Może się pomyliłeś, co? — spytał Heyst, wciąż idąc. Zatrzymał się u zewnętrznego krańca gąszczu. Wang przystanął za nim na ścieżce, póki go ostry głos Numeru Pierwszego nie zawołał. Wang wysunął się naprzód.

— Gdzież ta łódź? — zapytał Heyst gwałtownie. — Pytam, gdzie łódź?

Nie było nic widać między przylądkiem a pomostem. Powierzchnia Zatoki Diamentów wyglądała jak szmat fioletowego cienia, pusty i połyskliwy, a za wyspą leżało otwarte morze, błękitne i matowe pod promieniami słońca. Wzrok Heysta prześlizgnął się po nim i napotkał w oddali ciemny stożek wulkanu z nikłym pióropuszem dymu, który rozszerzał się i niknął wciąż u wierzchołka, nie zmieniając kształtu w gorejącej przejrzystości wieczoru.

— Przyśniło mu się — mruknął Heyst do siebie.

Spojrzał bacznie na Chińczyka. Wang wyglądał jak skamieniały. Nagle, jakby podcięty biczem, ruszył z miejsca, wyciągnął rękę z wysuniętym palcem wskazującym i wybełkotał gardłowymi dźwiękami, że tam, tam, tam widział łódź.

To wszystko wydało się Heystowi bardzo dziwne. Pomyślał, że Chińczyk uległ chyba jakiejś szczególnej halucynacji. Nie było to prawdopodobne, ale jednak prawdopodobniejsze od przypuszczenia, że łódź z trzema ludźmi zatonęła nagle jak kamień między przylądkiem a pomostem, nie zostawiając na powierzchni nawet unoszącego się wiosła. Łatwiej byłoby uwierzyć chyba w wersję o łodzi-widmie.

— Niech to diabli wezmą! — mruknął pod nosem.

Był niemile dotknięty tą tajemnicą; ale teraz przyszło mu do głowy bardzo proste wyjaśnienie. Wszedł pośpiesznie na pomost. Jeżeli łódź rzeczywiście tu była i znów odpłynęła, będzie ją można dojrzeć z odległego końca pomostu.