— Skąd wiesz o tym?
— Wychodził na dwór, proszę pana — spacerował późno w nocy. Widziałem to na własne oczy.
— Ale skąd wiesz, że wstał, aby rozmyślać? — spytał pan Jones. — Mogło go zbudzić coś innego — na przykład ból zębów. Pewno przyśniło ci się to wszystko, tak mi się coś zdaje. Czy nie starałeś się zasnąć?
— Nie, proszę pana. Nawet nie starałem się zasnąć.
Ricardo zawiadomił zwierzchnika o swoim czuwaniu na werandzie i o rewelacyjnym fakcie, który je przerwał. Wyprowadził wniosek, że człowiek, spacerujący z cygarem wśród głębokiej nocy, musi knuć jakiś zamysł.
Pan Jones podniósł się nieco i oparł głowę na łokciu. Ta oznaka zainteresowania pokrzepiła na duchu wiernego giermka.
— Zdaje mi się, że czas najwyższy, abyśmy się trochę zastanowili — dodał Ricardo z większą pewnością siebie. Choć tak dawno obcowali już z sobą, nastroje szefa były zawsze źródłem niepokoju dla prostej duszy sekretarza.
— Ty zawsze robisz zamieszanie — zauważył pan Jones wyrozumiałym tonem.
— No ale przecież nie bez powodu, co? Nie może pan tego powiedzieć. Może i nie patrzę na rzeczy jak dżentelmen, ale także i nie jak idiota. Przyznał mi to pan wiele razy.
Ricardo rozgrzewał się własnymi argumentami. Pan Jones przerwał mu obojętnie: