— Tak. Przyszło mi na myśl, że — ale przede wszystkim muszę ci powiedzieć, że straciliśmy Wanga na dobre.

— Na dobre? — powtórzyła, jakby nie rozumiejąc.

— Na dobre czy na złe — nie umiałbym odpowiedzieć, gdybyś mnie zapytała. Podziękował za służbę. Odszedł.

— Ale spodziewałeś się, że odejdzie — prawda?

Heyst usiadł z drugiej strony stołu.

— Tak, spodziewałem się tego, odkąd odkryłem, że przywłaszczył sobie rewolwer. Mówi, że go nie wziął. To było do przewidzenia. Chińczyk nigdy nie uzna, że trzeba się przyznać do winy. Przeczy z zasady wszelkim oskarżeniom: ale Wang nie mógł się spodziewać, że mu uwierzę. Przy końcu był trochę zagadkowy, Leno. Przestraszył mnie.

Heyst urwał. Lena wyglądała na zatopioną w myślach.

— Przestraszył mnie — powtórzył Heyst. Zauważyła niepokój w jego głosie i odwróciła nieco głowę, aby spojrzeć na niego przez stół.

— To musiało być coś niezwykłego, jeżeli ty się przestraszyłeś — rzekła. W głębi rozchylonych warg, podobnych do dojrzałego granatu, połyskiwały białe zęby.

— To było tylko jedno słowo — i kilka gestów. Narobił porządnego hałasu. Dziwię się, że ciebie nie obudził. Jaki ty masz mocny sen! No jakże, czy dobrze się już czujesz?