— Nie staraj się zrobić czegoś podobnego! Nie myśl o tym!

— Nie posiadam nic prócz scyzoryka. A co do myślenia, Leno — niepodobna przewidzieć, o czym się będzie myślało. Nie ja myślę. Myśli we mnie ktoś zupełnie mi obcy. Co ci jest?

Zauważył jej rozchylone usta i dziwne spojrzenie oczu, które spoglądały poza niego.

— Ktoś idzie za nami. Widziałam, że tam rusza się coś białego — krzyknęła.

Heyst nie odwrócił głowy; spojrzał tylko na wyciągniętą jej rękę.

— Widocznie ktoś nas ściga; pilnują nas.

— Teraz nic już nie widzę — rzekła.

— To nie ma znaczenia — ciągnął Heyst zwykłym swym głosem. — Otośmy tu się znaleźli. Nie jestem ani silny, ani wymowny. Ale doprawdy, niezmiernie trudno być wymownym wobec głowy Chińczyka wystającej ze stosu gałęzi. Nie możemy jednak wędrować bez końca wśród tych drzew. Czyż to jest schronienie? Nie! Cóż nam pozostaje? Myślałem przez chwilę o kopalni; ale i tam nie moglibyśmy długo pozostać. Przy tym galeria w kopalni nie jest pewna. Słupy, na których się wspiera, od razu były słabe. A od tego czasu pracowały nad niemi mrówki — już po ludziach. W najlepszym razie mogłaby to być śmiertelna pułapka. Umiera się tylko raz, ale różne są rodzaje śmierci.

Lena spojrzała w koło lękliwie, szukając owej postaci, która mignęła między drzewami — kogoś, kto ich śledził czy pilnował; ale jeśli ten ktoś w ogóle istniał, ukrył się teraz. Oczy jej zobaczyły tylko cienie pogłębiające się w krótkich perspektywach lasu między żywymi kolumnami, na których spoczywał nieruchomy dach z liści. Spojrzała wyczekująco na mężczyznę u swego boku, z czułością, z tajonym strachem i z czymś w rodzaju lękliwego podziwu.

— Przychodziła mi także na myśl łódź tych ludzi — ciągnął Heyst. — Moglibyśmy dostać ją w ręce, i wówczas... tylko że ogołocili ją ze wszystkiego. Widziałem wiosła i maszt u nich w kącie pokoju. Popłynąć w pustej łodzi to czyn rozpaczliwy, nawet jeśli przypuścić, że prąd uniesie łódź daleko od wyspy, nim się rozwidni. Byłoby to tylko wymyślne samobójstwo — znaleziono by nas w łodzi martwych, zabitych przez słońce i pragnienie. Tajemnica morza! Ciekaw jestem, kto by nas znalazł. Może Davidson; ale Davidson popłynął na wschód przed dziesięciu dniami. Widziałem go z pomostu, gdy przepływał raz wczesnym rankiem.