Schomberg, uderzając niecierpliwie nogą o podłogę, roześmiał się i wykrztusił jakieś niewyraźne przekleństwo.
— Co mi tu pan będzie zawracał głowę tym przeklętym ciężarem! — zawołał. — Chciałbym, żeby pan zabrał ją stąd do diabła! Nie goniłbym za wami.
Ten nieoczekiwany wybuch dotknął w dziwny sposób pana Jonesa. Gość cofnął się ze wstrętem razem z krzesłem, jak gdyby Schomberg rzucił mu w twarz wijącą się żmiję.
— Cóż to za piekielne głupstwo? — mruknął niewyraźnie. — Co pan chce przez to powiedzieć? Jak pan śmie?
Ricardo głośno zachichotał.
— Mówię wam, że jestem w rozpaczy — powtórzył Schomberg. — Nikt nigdy nie był w takiej rozpaczy. Gwiżdżę na wszystko, co mnie może spotkać!
— No więc — zaczął pan Jones tonem spokojnym a jednak groźnym, jak gdyby słowa — zwykłe, codzienne słowa — miały w jego pojęciu jakieś inne, złowrogie znaczenie — więc po cóż pan nam dokucza w taki śmieszny sposób? Jeżeli panu wszystko jedno, jak pan mówi, niechże pan da nam klucz od tej swojej budy koncertowej; urządzimy spokojną partię kart — skromniutki banczek — przy jakich dwunastu świecach. Pańscy klienci bardzo by to sobie chwalili — o ile mogę sądzić ze sposobu, w jaki zakładali się przy partii écarté27, którą rozegrałem z tym blondynem o dziecinnej twarzy — jak to on się nazywa? Oni wszyscy tęsknią po prostu za skromnym banczkiem. Boję się, że Marcin wziąłby panu za złe, gdyby się pan opierał; ale naturalnie nie będzie pan miał nic przeciwko temu. Pomyśl pan tylko, ile oni wypiją.
Schomberg podniósł wreszcie oczy i ujrzał błyski pod szatańskimi brwiami pana Jonesa, w dwóch ciemnych, nieprzeniknionych jamach, zwróconych w jego stronę. Wstrząsnął się, jakby tam czyhały okropności gorsze od mordu i rzekł, wskazując głową na Ricarda:
— Ręczę, że ten nie zawahałby się ani na chwilę i dźgnąłby mnie od razu, gdyby miał pana za plecami. Czemuż nie zatopiłem szalupy i siebie samego w dodatku, zanim przybiłem do tego parowca, który was przywiózł! Ale niech tam, żyję w piekle już od miesięcy, wasza obecność nie robi mi wielkiej różnicy. Dam wam halę koncertową — i niech to wszyscy diabli! Ale jak będzie z kelnerem obsługującym gości? Jak zobaczy karty i pieniądze, wypaple wszystko — całe miasto w mig będzie wiedziało.
Upiorny uśmiech poruszył wargi pana Jonesa.