Potok jego słów wyczerpał się, jak mówił, a on sam uspokoił się, nie słysząc jednego słowa z ust tej postaci, jakby martwej, zwisającej się na balustradzie werandy. Nasłuchiwał przez chwilę. Żadnego głosu, żadnego ruchu.
— Zdawało się, że ten łajdak umarł, gdy ja tak hałasowałem — rzekł.
Tak był zawstydzony swym postępowaniem, iż nie wyrzekłszy słowa, wbiegł do izby i rzucił się na matę.
Widocznie jednak ta burza dobrze mu zrobiła, gdyż zasnął natychmiast i spał resztę nocy jak dziecko. Nie spał już tak od wielu tygodni.
— Ale ja nie spałam — rzekła dziewczyna, opierając się łokciem o stół — czuwałam!
Wielkie jej oczy błysnęły i wpatrzyły się we mnie wymownie.
Rozdział XXXI
Możecie sobie wyobrazić, z jaką uwagą przysłuchiwałem się temu. Wszystkie te szczegóły nabrały znaczenia dwadzieścia cztery godziny potem. Z rana Cornelius nie wspominał o wypadkach zaszłych w nocy.
— Przypuszczam, że wróci pan do mego biednego domu — szepnął słodziutko, gdy Jim wchodził do czółna, by się udać do Doranima.
Jim kiwnął tylko głową, nie patrząc na niego.