Nastało długie milczenie.

— Tajemnicą — powtórzył. — Dobrze, więc zostaw mnie tu na zawsze.

Gdy słońce zupełnie zaszło, ciemność coraz większa spadała na nas z każdym podmuchem wietrzyku. Na środku dróżki ujrzałem sylwetkę wiernego Tamb’ Itama, a poprzez mroczną przestrzeń bystre me oko dojrzało białą postać chodzącą tam i na powrót po werandzie. Gdy Jim z nieodstępnym Tamb’ Itamem udał się na wieczorny przegląd całej gospodarki, wróciłem do domu sam, gdzie spotkała mnie dziewczyna, czekająca widocznie na tę sposobność.

Nie umiem wam powiedzieć, co ona chciała ze mnie wydobyć. Z pozoru rzecz prostą, a jednak zupełnie niemożliwą, jak, dajmy na to, dokładny opis kształtów chmury. Chciała pewności, zaświadczenia, obietnicy, wyjaśnienia — nie wiem jak to nazwać, ta rzecz nie ma nazwy. Ciemno było zupełnie, odróżniałem więc tylko miękką linię jej białej szaty, blady owal twarzyczki i wielkie orbity oczu, w których coś się poruszało, jak to bywa, gdy człowiek zapuści wzrok na dno niezmiernie głębokiej studni. Co się tam porusza? — zadajecie sobie pytanie. Potwór jakiś, a może tylko zabłąkany promyczek ze świata?Uderzyła mnie myśl — nie śmiejcie się ze mnie — że ona była bardziej niezbadana w swej dziecięcej nieświadomości niż sfinksy rzucające przechodniom dziecinne zagadki. Przybyła do Patusanu niemowlęciem, tu wyrosła, nie wiedziała nic i nie miała najmniejszego pojęcia o czymkolwiek. Zadawałem sobie pytanie, czy ona jest pewna, że coś poza Patusanem istnieje? Jakie sobie wytworzyła pojęcie o świecie — nikt nie zdołałby zbadać; znała tylko jedną zdradzoną kobietę i słyszała o sprawcy jej nieszczęścia. Kochanek jej, obdarzony niewypowiedzianym urokiem, również przybył z tamtego świata. Cóż się z nią stanie, jeżeli on powróci do tych niepojętych sfer domagających się zawsze powrotu swych dzieci? Matka przed śmiercią ze łzami ostrzegała ją przed tym...

Mocno schwyciła me ramię, a gdy stanąłem, cofnęła rękę pośpiesznie. Była śmiała, a zarazem strwożona. Nie bała się niczego, ale była zgnębiona niepewnością. Ja należałem do tego Nieznanego, które mogło w każdej chwili powołać do siebie Jima; znałem tajemnicę jego natury i jego zamiary; byłem powiernikiem grożącej tajemnicy — może zbrojny jej potęgą! Zdawało mi się, iż przypuszczała, że jednym słowem mogę wydrzeć Jima z jej ramion; przekonany jestem, że przeszła przez wszystkie męki w czasie naszej długiej rozmowy z Jimem, przez takie niepokoje, że mogłaby knuć spisek na me życie, gdyby dusza jej zdolna była do tego. Takie miałem wrażenie i dzielę się nim z wami; spadło to na mnie niespodziewanie i gdy nareszcie zrozumiałem, ogarnęło mnie nadzwyczajne zdziwienie. Usta moje niezdolne są wyrazić tego szeptu, słodkiego a namiętnego, tego błagania, wyrażonego wzniesieniem białych ramion. Opadły. Postać cała drgnęła, jak wysmukłe drzewo miotane wichrem, blady owal twarzyczki pochylił się ku ziemi; nie można było rozróżnić rysów, głębia oczu była bezdenna; dwa szerokie rękawy podniosły się do góry, robiąc wrażenie dwóch rozwijających się skrzydeł i stała milcząca, rękami obejmując głowę.

Rozdział XXXIII

Byłem głęboko wzruszony: jej młodość, nieświadomość, piękność mająca urok polnego kwiatu, prośby, jej bezradność, przemawiały do mnie z siłą równą prawie jej trwodze. Bała się rzeczy nieznanych, tak jak my wszyscy, ale jej nieświadomość, naiwność, powiększała bezmiernie te rzeczy nieznane. Ja wobec niej uosabiałem ten świat nieznany, ani troszczący się o Jima, ani potrzebujący go. Nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć. Niewymownie bolesny szept jej rozwiązał mi usta. Zacząłem ją przekonywać, że ja przynajmniej nie mam zamiaru zabierać jej Jima.

Po cóż więc przybyłem? Stała nieporuszona jak marmurowa statua. Usiłowałem wyjaśnić, że sprowadziła mnie przyjaźń, konieczność rozejrzenia się w jego życiu i że raczej namawiałbym go do pozostania.

— Oni nas zawsze porzucają — szepnęła.

Z grobu, który zawsze stroiła kwiatami, tchnienie nocy nieść się zdawało tę smutną świadomość.