— Dlaczego? — powtórzyła głośniej — powiedz mi!

A ponieważ zakłopotany milczałem, tupnęła nogą jak rozkapryszone dziecię.

— Dlaczego? Mów!

— Chcesz wiedzieć? — krzyknąłem wściekły.

— Tak! — zawołała.

— Bo nie jest dość dobry — rzekłem brutalnie.

W tej chwili światło na przeciwnym brzegu rzeki błysnęło, rozszerzając swój krąg i nagle stało się tylko krwawym punktem. Schwyciła mnie za rękę. Nie podnosząc głosu, wyraziła cały bezmiar pogardy, goryczy, rozpaczy.

— To właśnie on mi mówił... ale kłamiesz!

Te ostatnie słowa wypowiedziała miejscowym dialektem.

— Wysłuchaj mnie! — prosiłem; głęboko westchnęła, odrzuciła mą rękę.