Starzec, ciężko dźwigając w górę głowę, jak wół idący w jarzmie, usiłował podnieść się, chwytając jednocześnie leżące na kolanach pistolety. Z gardła jego wydobywały się jakieś charczące, bulgoczące, nieludzkie dźwięki, dwóch ludzi pośpieszyło mu z pomocą. Lud zauważył, że obrączka, którą trzymał na kolanach, spadła i potoczyła się pod nogi białego człowieka; Jim patrzył na ten talizman, za pomocą którego otwarły się dla niego wrota sławy, miłości, powodzenia w obrębie tych lasów, obramowanych srebrzystą pianą, na tych wybrzeżach o zachodzie słońca wyglądających jak niedostępna twierdza. Doramin, walczący ze sobą, by utrzymać się na nogach, tworzył z podtrzymującymi go ludźmi jakąś chwiejącą się, drżącą grupę. Z jego małych oczu wyzierał szalony ból, wściekłość z jakimś przebłyskiem okrucieństwa i gdy Jim stał jakby stężały w sobie w czerwonych blaskach pochodni i patrzał mu prosto w oczy, Doramin wsparł się całym ciężarem na ramieniu stojącego po lewej stronie młodzieńca i wznosząc prawą rękę, przeszył kulą pierś najlepszego przyjaciela swego syna.

Tłum, który widząc wzniesioną rękę starego wodza, pośpiesznie skoczył na bok, teraz po strzale rzucił się naprzód. Powiadają, że biały człowiek rzucił na prawo i lewo spojrzenie dumne, nieugięte. Przytknął rękę do ust i runął na ziemię, nie drgnąwszy więcej.

I oto koniec. Odszedł z sercem niezbadanym, zapomniany, nie otrzymawszy przebaczenia, owiany nadzwyczajnym romantyzmem. Nawet w najdzikszych wizjach swych młodzieńczych marzeń nie mógł przewidzieć takiego zakończenia, darzącego go takim zwycięstwem! Bardzo być może, że gdy w ostatniej chwili rzucał te dumne, nieugięte spojrzenia, stanął nareszcie oko w oko z tą okazją, która, jak wschodnia oblubienica, dotąd z zasłoną na twarzy stała u jego boku.

Skamieniałą z bólu „Jewel” wraz z wiernym Tamb’ Itamem zabrał jakiś Malajczyk, agent handlowy Steina i na swym statku przewiózł do jego domu. Tam z ust Tamba dowiedziałem się o tym wszystkim, gdy w nieustannych mych po świecie wędrówkach zawitałem do starego druha43.

Widzimy jego niewyraźną sylwetkę zdobywcy sławy, jak wyrywa się z ramion zazdrosnej miłości na znak, na wezwanie swego wzniosłego egoizmu.44 Porzuca żywą kobietę, by święcić swe bezlitosne śluby z mglistym ideałem postępowania. Zastanawiam się, czy jest teraz zupełnie zadowolony? Powinniśmy to wiedzieć, wszak to jeden z nas. I czyż nie stawiłem się kiedyś, wywołany niczym duch, by ręczyć za jego wiecznotrwałą wierność? I czy ostatecznie tak bardzo się myliłem?45Nie ma już Jima, a są dni, w których rzeczywistość jego istnienia przedstawia mi się z potężną, przygniatającą siłą; to znów — na honor! — są chwile, że mi znika z oczu, jak ubezcieleśniony duch błąkający się wśród namiętności tego świata, gotów poddać się wymaganiom swego własnego świata cieniów.

Kto wie? On odszedł z sercem nieprzeniknionym, a biedna dziewczyna, niema i bezwolna, wiedzie swe życie w domu Stein. Stein postarzał się bardzo ostatnio. Sam to czuje i często mówi, że czyni „przygotowania, by zostawić to wszystko, przygotowania, by odejść...” i smętnie macha ręką do swych motyli46.

Przypisy:

1. faktorii (z łac. facere: robić, czynić; daw.) — placówka handlowa w krajach kolonialnych. [przypis redakcyjny]

2. renegat (z łac. renegare: zaprzeć się, odtrącić) — zdrajca, odszczepieniec. [przypis edytorski]

3. ceber (daw.) — wiadro. [przypis edytorski]