Egström parsknął gniewnie i palcami rozczesywał jasne faworyty.

— Od tego czasu nie mogłem znaleźć porządnego człowieka. Nieustanne tylko kłopoty i kłopoty. Jeżeli wolno spytać, jakim sposobem poznał się z nim pan, kapitanie?

— On był pomocnikiem kapitana na Patnie w czasie ostatniej jej podróży — rzekłem, czując, że należy się ode mnie jakieś wyjaśnienie.

Egström na chwilę znieruchomiał z palcami zanurzonymi we włosy, po czym wybuchnął:

— A któż, u diabła, dba o to?

— Zdaje się, że nikt... — zacząłem.

— A kimże on jest, u licha... by tak to odczuwać?

Nagle wepchnął końce faworytów do ust i stał nieruchomo.

— A, niech mnie piorun trzaśnie! Toż ja mu powiedziałem, że ziemia jest zbyt mała, by go długo nosić mogła!

Rozdział XIX