— Donkin, twój ster! — Ale Donkin milczał wciąż.

— Donkin zdechł — parsknął ktoś śmiechem.

— Sprzedać do diabła jego rzeczy — krzyknął inny.

— Donkinie — zarechotał trzeci — jeżeli nie pójdziesz do tego przeklętego koła, sprzedadzą twoją garderobę.

Z ciemnej swej nory zamruczał wreszcie i zastękał żałośnie, utyskując na ból we wszystkich gnatach.

— On nie pójdzie! — zawołał czyjś głos z pogardą.

— Na ciebie kolej, Davies!

Młody majtek podniósł się z trudem, rozprostowując ramiona. Donkin wytknął głowę, która w żółtym oświetleniu wyglądała nikle i trupio.

— Dam ci funt prymki — zaskamlał pojednawczo — zaraz jak tylko ją wydostanę, dalibóg...

Davies wyciągnął ku niemu rękę, i głowa znikła.