— Pójdę — rzekł — ale ty mi za to zapłacisz. — Chwiejąc się na nogach, ale zdecydowany, ruszył ku drzwiom.
— Zapłacę — szczeknął Donkin — zapłacę, jak Boga kocham... funt... po trzy szylingi.
Davies otworzył drzwi na rozcież.
— Zapłacisz mi tyle, ile będę chciał... gdy się wypogodzi — rzucił, odchodząc.
Jeden z majtków raptownym rzutem odpiął z siebie mokry płaszcz i cisnął mu na głowę.
— Zabierz-no to, Taffy, hyclu jeden!
— Dziękuję! — zawołał tamten z ciemności, poprzez szum toczących się bałwanów. Słychać było plusk; morze, dudniąc, waliło przez krawędzie burt.
— Używa teraz kąpieli — mruknął zgryźliwie któryś ze skorupiaków.
— Tak, tak! — wzdychali inni.
Po dłuższym milczeniu Wamibo jął wydawać jakieś szczególne okrzyki.