— To wstyd haniebny!
— Mielibyśmy i my coś o tym do powiedzenia — krzyczał z tyłu Donkin.
— Nie bój się, Jim — dojdziemy z tym do ładu — oświadczyło kilku naraz.
Starszy wiekiem żeglarz wystąpił przed front.
— Czy pan kapitan chciał przez to powiedzieć — rzekł złowrogo — że choremu towarzyszowi nie wolno tu na tym pudle wyzdrowieć?
Z tyłu Donkin wśród zagapionego tłumu szeptał coś podjudzająco, ale nikt jakoś nie zwracał nań uwagi, zaś kapitan Allistoun potrząsnął groźnie palcem przed brązową, gniewną twarzą mówcy:
— A tobie radzę trzymać język za zębami — rzekł ostrzegawczo.
— Tak się nie postępuje — krzyczało dwu-trzech z młodzieży.
— Czy jesteśmy maszynami? — wrzasnął Donkin piskliwie i zaraz dał nura pod łokcie frontowego szeregu.
— Potrafimy go przekonać, że nie jesteśmy dziećmi...