— Biedny, stary dziwak! — rzekł, wysłuchawszy opowiadania doktora o Teresie. — Sam nie da sobie rady z tą gospodą. Martwi mnie to.
— Będzie odtąd całkiem samotny — wykrztusił doktor i machnął swą wielką głową w kierunku wąskiej klatki schodowej. — Nie ma przy nim ani żywej duszy, gdyż pani Gould zabrała przed chwilą dziewczęta. Do niedawna nie były tutaj zbyt bezpieczne. Jako lekarz nie mogę oczywiście zrobić nic więcej. Ale prosiła mnie, żebym nie opuszczał starego Violi; zgodziłem się bez sprzeciwu, bo nie mam konia, aby powrócić do kopalni, gdzie powinienem być. A w mieście obejdą się beze mnie.
— Mam wielką ochotę pozostać tu z panem, doktorze, dopóki nie zobaczymy, co będzie się działo w porcie dzisiejszej nocy — oświadczył naczelny inżynier. — Trzeba mu będzie oszczędzić nagabywania przez żołdactwo Sotilla, który może dotrzeć tu od razu. Sotillo bywał dla mnie bardzo uprzejmy u Gouldów i w klubie. Nie wyobrażam sobie, jak ten człowiek będzie miał odwagę spojrzeć swym tutejszym przyjaciołom w oczy.
— By otrząsnąć się z początkowego zakłopotania, każe prawdopodobnie rozstrzelać kilku z nich — rzekł doktor. — Wojskowemu, który przeszedł do przeciwnego obozu, nic w tym kraju nie wychodzi tak na dobre, jak kilka doraźnych egzekucji. — Mówił z posępną stanowczością, nie dopuszczającą sprzeciwu. Naczelny inżynier wcale go też nie próbował. Potrząsnął kilkakrotnie z ubolewaniem głową, po czym przemówił:
— Sądzę, że będziemy mogli jutro dać panu konie, doktorze. Nasi peonowie odebrali kilka skradzionych nam koni. Jadąc co koń wyskoczy wielkim zakolem na Los Hatos i poprzez skraj lasów, a trzymając się przy tym z dala od Rincon, może pan bez przeszkód dotrzeć do mostu San Tomé. Kopalnia, moim zdaniem, jest obecnie najbezpieczniejszym miejscem pobytu dla ludzi w jakikolwiek sposób skompromitowanych. Pragnąłbym, żeby kolej była równie trudna do wzięcia.
— A czy ja jestem skompromitowany? — wycedził z wolna doktor Monygham po krótkim milczeniu.
— Cała koncesja Gouldów jest skompromitowana. Nie mogła na zawsze pozostawać poza politycznym życiem tego kraju — jeśli te drgawki można nazwać życiem. Sęk w tym, czy może być wzięta? Musiała nadejść chwila, kiedy neutralność nie będzie już możliwa, i Charles Gould rozumiał to dobrze. Sądzę, że jest przygotowany na wszelką ostateczność. Człowiek tego pokroju na pewno nie zamierzał pozostawać bez końca na łasce zepsucia i ciemnoty. Znaczyło to być jeńcem w jaskini opryszków i okupem, który ma się w kieszeni, z dnia na dzień opłacać swe życie. Chodziło już nie o wolność, lecz o najzwyklejsze bezpieczeństwo, doktorze. Wiem, co mówię. Porównanie, na które pan wzrusza ramionami, jest najzupełniej trafne, zwłaszcza jeżeli wyobrazi pan sobie jeńca, który ma władzę ciągłego napełniania swych kieszeni za pomocą sposobów tak obcych zdolnościom jego prześladowców, jak gdyby były czymś magicznym. Zrozumiał pan to zapewne równie dobrze jak ja, doktorze. Był w położeniu gęsi, która znosi złote jaja. Wyłuszczyłem mu to wszystko, gdy sir John był tutaj. Jeniec głupich i chciwych opryszków jest zawsze na łasce pierwszego lepszego, idiotycznego szubrawca, który może strzelić mu w łeb w przystępie fantazji lub w nadziei niezwłocznego, tłustego połcia. Bajka o zabiciu gęsi, która niesie złote jaja, nie jest czczym wytworem mądrości ludzkiej. Nigdy nie utraci swego znaczenia. Oto dlaczego Charles Gould we właściwy sobie, skryty i głęboki sposób popierał mandat ribierystowski, ten pierwszy akt publiczny, który obiecywał mu bezpieczeństwo z nieprzekupnych pobudek. Ribieryzm zawiódł, podobnie jak wszystko rozumne zawodzi w tym kraju. Ale Gould jest logiczny, dążąc do ocalenia swych wielkich zasobów srebra. Zamiar Decouda, by wywołać kontrrewolucję, może być wykonalny lub nie, może mieć widoki powodzenia lub może ich nie mieć. Znając z doświadczenia ten rewolucyjny kontynent, dalibóg, nie mogę już liczyć się poważnie z ich metodami. Decoud odczytał nam swój szkic proklamacji i ze dwie godziny mówił bardzo dobrze o swym planie działania. Przytaczał argumenty, które mogły być wcale niezłe, gdyby nas, członków starych, trwałych organizacji politycznych i narodowych, nie wprawiał w osłupienie sam pomysł nowego państwa, który zrodził się w głowie młodego wartogłowa221, z proklamacją w kieszeni ratującego się ucieczką do prostackiego, bajdurzącego, nieokrzesanego samochwała, który w tej części świata nosi tytuł generała. Brzmi to jak komiczna bajka, a jednak może się udać, ponieważ pozostaje w zgodzie z duchem tego kraju.
— Więc srebro wywieziono? — zapytał doktor chmurnie.
Naczelny inżynier wyjął z kieszeni zegarek.
— Wedle kapitana Mitchella, a on się na tym zna, powinno już być w odległości trzech do czterech mil od portu. A jak mówi Mitchell, Nostromo jest marynarzem, który umie wykorzystać wszelkie okoliczności. — Tu doktor chrząknął tak mocno, iż inżynier zmienił ton. — Ma pan nieszczególne wyobrażenie o tym pomyśle, doktorze? Ale czemu? Charles Gould postanowił zagrać w otwarte karty, chociaż nie jest człowiekiem, który zwykł zdawać sprawę ze swego postępowania nawet przed sobą samym; może też woli pozostawiać to innym. Możliwe, że częściowo tę grę podsunął mu Holroyd. Pozostaje ona jednak w zgodzie z jego charakterem i dlatego się powiodło. Czyż w Santa Marta nie nazwano go „królem Sulaco”? Przezwisko może być najlepszym dowodem powodzenia. Jest to, moim zdaniem, osadzeniem głowy żartu na tułowiu prawdy. Mój drogi panie, gdy po raz pierwszy przyjechałem do Santa Marta, zdziwiłem się, jak wszyscy ci dziennikarze, demagodzy, posłowie, generałowie i sędziowie mizdrzyli się do opasłego adwokata bez klienteli, jedynie dlatego, iż był pełnomocnikiem koncesji Gouldów. Sir John po swym przyjeździe doznał tego samego wrażenia.