Nostromo zwrócił się do swej narzeczonej z powitaniem i dziwił się na widok jej zapadniętych oczu, zaklęsłych policzków, udręki i niemocy na jej twarzy.

— Byłaś chora? — rzekł, starając się okazać niejaką troskliwość tym pytaniem.

Jej czarne oczy wionęły ku niemu płomieniem.

— Czy schudłam? — zagadnęła.

— Zapewne, może, nieco.

— I postarzałam się.

— Każdy dzień mija nie bez śladu, na nas wszystkich.

— Obawiam się, że posiwieję, zanim będę miała pierścionek na palcu — rzekła z wolna, nie spuszczając z niego oczu.

Czekała, co powie, odwijając zakasane rękawy.

— Nie ma obawy — odparł z roztargnieniem.