Pani Gould pamiętała. Ale nie wspomniała, iż nienawidzi choćby wzmianki o tym srebrze. Będąc uosobieniem szczerości, przypomniała sobie z niepohamowaną zgrozą, iż po raz pierwszy i ostatni w życiu nie powiedziała swemu mężowi prawdy właśnie o tym srebrze. Zbłądziła wówczas pod wpływem obaw i nie mogła sobie tego przebaczyć. Co więcej, to srebro, które nie byłoby zatonęło, gdyby jej mąż wiedział o nowinach przyniesionych przez Decouda, omalże nie stało się pośrednią przyczyną śmierci doktora Monyghama. Wszystko to wydawało się jej nader okropne.
— Ale czy ono zatonęło? — zawołał doktor. — Zawsze wyczuwałem od tamtego czasu jakąś tajemnicę wokół naszego Nostroma. Myślę, że chciałby teraz, w obliczu śmierci...
— W obliczu śmierci? — powtórzyła pani Gould.
— Tak. Tak... Chciałby może powiedzieć pani coś o tym srebrze, które...
— Och, nie, nie! — odparła pani Gould cichym głosem. — Czyż już nie przepadło i nie poszło w niepamięć? Czyż i bez niego nie ma dość skarbów, żeby wszyscy na świecie byli nieszczęśliwi?
Doktor nie odzywał się, pogrążony w uległym, zawiedzionym milczeniu. W końcu napomknął bardzo cicho:
— Jest tam też ta córka Violi, Gizela. Coś trzeba by zrobić. Zdaje się, iż chociaż jej ojciec i siostra...
Pani Gould oświadczyła, iż poczuwa się do obowiązku zajęcia się tymi dziewczętami.
— Mam tu wolant277 — rzekł doktor. — Jeżeli nie ma pani nic przeciwko temu, to...
Czekał, nie posiadając się z niecierpliwości, aż pani Gould powróciła, zarzuciwszy na swą suknię szary płaszcz z obszernym kapturem.