Chodnik na niej był kiepski, a bruku — nie było,
i często na niej błoto świeciło rozkisłe.
Od kępy plant zbiegała kręto i pochyło,
a jakby rzeczny dopływ, wpadała wprost w Wisłę.
I co się może komu nieco dziwnem wydać,
na domach miała same numery parzyste,
a z nieparzystej strony było niebo widać
i na tle nieba wielkie wieżyce strzeliste.
Zielone, gęstwą krzaków porośnięte wzgórze
hardo się zaznaczało stoku swego zrębem,