gdy migały gwiazd punkty, wówczas każda z wieżyc

stawała się jak gdyby wielkim teleskopem.

W chwile te, gdy sen zwodny uśmierza i zwalnia

szalone myśli ludzkie, od kół gwiezdnych prędsze,

nasze małe mieszkanie — tam na pierwszem piętrze —

patrzyło w gwiazdy, niby cicha dostrzegalnia.

W ojca mego pokoju nieraz w nocy owe

lampa długo, jak gwiazda promienna,

płonęła — i widać było jasną i natchnioną głowę,

pochyloną nad kartą olbrzymiego dzieła.