I gdy jestem trapiony myślami smutnemi,

To i ja nic nie mówię... ale zato gestem

Rozmawiamy ze sobą — jak dwaj głuchoniemi.

Lecz nigdy mi nieznany tej rozmowy wynik,

Bo gdy ręce załamię — gdy ból twarz mą ściąga,

Ty często me uczucia przedrwiwasz jak cynik,

A twarz twoja — czy nie twarz — śmiechem mi urąga.

Wiecznie milczysz — u stóp mych — szary towarzyszu...

I nawet nie pożegnasz mnie cichem westchnieniem,

Gdy spocznę — już bez ciebie — w grobowem zaciszu,