jak w czernichowskim ogrodzie...

Idę za tłumem — i pochylam czoło

przed tą trumienką tła przodzie.

Słońce na rosy kroplach połyska tęczowo,

precz rozgania ostatki porannej omroczy.

Idę, idę z opuszczoną głową —

i w ziemię utkwiłem oczy.

Planty, odziane barwą zieloną i krasną,

szelestem wiatru gwarzą i ptaszęcą pieśnią...

Czyliż tym ludziom, co na wieki zasną,