wznoszą się wzwyż, gałęźmi chwiejąc zielonemi,

szelestem mnie wzywają: «Chodź, z nami pogawędź!

Chodź, chodź, nasz żołnierzyku! My stare kamraty!

Cóż to?... I ty się także odmieniłeś z laty?...»

Opuszczony okopie, zapomniany doszczętnie,

mnie jedynie nie schodzący z pamięci!

Zagubiłeś się wśród mchów i ścieżyn,

wśród paproci i wrzosów i jeżyn: —

widać pragniesz, by nie wiedział nikt o twojem piętnie

ludzkiego przekleństwa i sromu, —