żeby ludzie, boleścią lub wstydem przejęci,
nie chcąc na własne dzieło niszczycielskie patrzeć,
nie próbowali śladów twych ostatnich zatrzeć...
Choć kiedyś, gdy ich znagła szał ogarnie nowy,
znów na siebie się rzucą — zajadli —
i znów się do kilofa wezmą i do szpadli,
zaczną w ziemi strzeleckie ryć rowy...
Dziś — nie jesteś potrzebny nikomu...
Cichy siedzę nad tobą — zapomniany okopie...
Obaj milczym — nie mówim ni słówka.