i na tle nieba wielkie wieżyce strzeliste.
Zielone, gęstwą krzaków porośnięte wzgórze
hardo się zaznaczało stoku swego zrębem,
dźwigając równie strome zębate przedmurze,
co ząb za ząb walczyło z czasu srogim zębem.
Lecz widziało się przecie, że w owych zapasach
zwycięży i rywala dumnego umniejszy
Czas-władca, co tu władał — już w zamierzchłych czasach —
i znał przeszłość i przyszłość tak jak wiek dzisiejszy.
Niewzruszony skargami ni krzywdą ni buntem,