szedł w niewiadomą przyszłość z przeszłości najdalszej,

twardszy od twardych głazów i od spiżu trwalszy,

choćby ten spiż był dzwonem i zwał się Zygmuntem.

Przeto z niebem gwarzyły dwie dumne wieżyce,

czasu i dziejów smętne rozważając szanse:

z jednej zegar wydzwaniał godziny, kwadranse,

a z drugiej dzwon ogłaszał święta i rocznice.

Tyle razy słyszałem serc spiżowych bicie — —

i wiedziałem, że już dnia minęła połowa,

kiedy, jako wskazówka, wieża zegarowa