wskazywała na słońce, stojące w zenicie.
A gdy noc owładała wielkim niebios stropem,
gdy jak wielka soczewka tkwił na niebie księżyc,
gdy migały gwiazd punkty, wówczas każda z wieżyc
stawała się jak gdyby wielkim teleskopem.
W chwile te, gdy sen zwodny uśmierza i zwalnia
szalone myśli ludzkie, od kół gwiezdnych prędsze,
nasze małe mieszkanie — tam na pierwszem piętrze —
patrzyło w gwiazdy, niby cicha dostrzegalnia.
W ojca mego pokoju nieraz w nocy owe