gdym poznał że malowane jak ciężko dusiły łzy

matka z gniewem chłonęła moją spowiedź

krzyczała pięścią groziła światu że zły

jeden kąt

w roku wojny

w rodzinnej izdebce szlocha

gdy synek wlecze się na front

zranione nogi ciągnąc w dróg prochu

wsparty towarzyszem karabinem

patrzę patrzę