po drugie wyjawiło się słowo koncerka

płonęło wśród kół samotne we dwójkę z troską

tego też nie znał więc ukradkiem na biurko zerkał

tam słownik puchł i malał i znowu rosnął

po trzecie niepodobna było wytrzymać tak

gdy znienacka się zapadł w węże czarnych sprężyn

trzepotał rękami tonąc na wznak

zbudził się w oknie trwał księżyc

trzecia rano godziny siwe i nowe

zwyciężyć tak a jeśli wstać trudno