nagle odmęt białawy zawrzał w głos zanucił

jesteśmy pod lublinem który zorzą płonie

dzień dzisiejszy powrócił

powrócił jak syn marnotrawny

ucałujmy jego skronie

bo gdzie spojrzeć jak dawniej

budynki w oddaleniu lśniące

a tu o milę od murów

za trzciną i sitowiem zagubia się słońce

jak ciężka szala wagi na której zmierzch urósł