Dudnił deszcz o deseczki i deszczułki

na dziedzińcach tartaków zaśmieconych wilgotną trociną

na niebie było ciemno chmurno jak w zaułku

za niebem było sino

Mokro biły pomokłe sztandary

dymy zataczały się na bruku

spitym mglistorudawym pożarem

ględził z parkanów gruby druk

Z dalekiej drogi mlask błota

salwy drą zmierzch koło koszar