pomnożone przez wielość pięter

w oknach podwodne wnętrza niebieskich świateł rakiety

w innych szyba jest płatem ognia

ogni ogni świętych

żeby żar nagle zmiął to w garściach

batem ceglastym goniąc kopuły chmury bzy ptaki

potwory wodne

w dnia nienawistnych przepaściach

mokrymi centnarami44 po oknach zanadto spokojnych

nawałnicami chichotu w zmyślone kołysanki