sypia w juliusza śpiewie

przerwa przeczuwa finał ubogim karawanem

za miasto do montmorency

wsuwa się trumna w ulicy cień od liści pstry

w deskach czemu nie są z sosny

palec srebrnym pierścionkiem chudy i żałosny

uderza w sęki na wybojach

jedyna zbroja

a miasto jeszcze mosty tętnią

przeczucie chłodne jak dół wskazuje dłonią tę drogę