nienazwane niejasne

smyczki ze struny na strunę

karabiny z ramienia na ramię

złotej firanki łunę

uśmiech rozpruje

choć tak smutna chorągiew na bramie

chociaż kowal niósł podkowę w ogorzałej ręce

niósł i grzmiało z głębi kuźni mimo pory wczesnej

a tramwaje śpiewne kryły się czym prędzej

za rogiem ulicy gdzie budynki rzeźni