znów targowisko w błocie dwóch dorożkarzy podeszwy

jeden kiełbasę dzielił drugi bulgotał z butelki

na przyjacielskie śniadanie pośród drzew kałuż i mierzwy42

dian wracaj wróć do wyliczeń świeżość poranka wiotczeje

zachłanny świat jak banię wynosi nad siebie światło

dian czas na ciebie spełnij matematyczne nadzieje

doprawdy starzec rybaczy stracił już z oczu jabłko

westchnienie

którem nieraz w księżyca pobiałach43 przemierzał

urocze miasteczko