zasłonił nieba niebieski fajans

od ryku osypały się urwisk żółte kanty

mastodont stąpa zagniewany

rozpycha wieczór skórę tak wieczorem chłodzi

nagle zwinęły się liście paprotne po gajach

zaszumiały pianą

to nic to ta chwila odchodzi

w chmurnej szczelinie inna sprzed tysiącoleci

pyłem drobnym jak petit na szpaltę nadleci

wiatr nurt zgrzebny dymem odurza